Polski brytol w Anglii

6tag_030217-143852

Jestem podróżoholikiem – to stwierdzone i pewne. Podróże to coś co interesuje mnie najbardziej, tym się zajmuję i o tym wciąż marzę. Staram się nieustannie zarażać tym innych. Kiedy tylko pojawia się depresja, czy gorszy humor szukam okazji, aby wyrwać się chociaż na chwilkę i zobaczyć tę inną rzeczywistość, codzienność.

Od jakiegoś czasu planowaliśmy wspólnie z Arkiem polecieć do Anglii. Pomysł podyktowany możliwością spędzenia czasu z rodziną, czy znajomymi zawsze ułatwia decyzję. Zdecydowaliśmy się odwiedzić moją siostrę  i jej rodzinkę w czasie ferii zimowych, które w tym roku okazały się dla mnie dosyć długie. Uczciliśmy też moje kolejne urodziny. Chcieliśmy odpocząć po wyczerpującym czasie w pracy, ale także zobaczyć coś nowego – oboje nie byliśmy nigdy na Wyspach Brytyjskich. Co prawda sporo nowości było głównie dla mnie, ponieważ mój polski brytol zachwycony już na lotnisku językiem angielskim poczuł się prawie jak w domu. Wychodząc z terminala urzekł mnie obraz podjeżdżających czarnych angielskich taksówek.

Drogę z Manchester do Clitheroe umilił nam Polak mieszkający w Anglii już od 15 lat. Wyjechał kiedyś na wieczór kawalerski do kumpla i tak już został… W ciągu pierwszych godzin po przylocie sporo już dowiedzieliśmy się o życiu codziennym Anglików oraz obcokrajowców w UK.  Nauczyliśmy się rozpoznawać rocznik samochodu po jego rejestracji, dowiedzieliśmy się, że wymowa liczby 33 wcale nie jest taka łatwa, a także co tak na prawdę oznacza zjazd na rondzie „trzecim zjazdem”.

Szczerze mówiąc nie sądziłam nigdy, że Wielka Brytania tak mnie urzeknie. Nie ta ogromna, deszczowa i Londyńska…. tak nas jeszcze nie zaniosło, ale ta przyjemna, małomiasteczkowa, spokojna i wiosenna. Gdzie każdy jest uprzejmy, uśmiechnięty i troskliwy, a zarazem tolerancyjny i nie wchodzący w Twoje życie z buciorami.

Krajobraz Lancashire to nadmorska i nizinna zachodnia część oraz wyżynna wschodnia część hrabstwa. Mimo, że odwiedziliśmy te miejsca w zimie miały swój urok. Powoli zaczynało robić się zielono, na każdym pagórku i łące pasły się baranki, a słońce ładowało nasze akumulatory.

Odwiedziliśmy Preston, Manchester i Blackpool. Każde z tych miejsc ma swoją duszę. Ja bawiłam się w fotografowanie wszystkiego i podziwiałam przy tym wiktoriańską architekturę, każdą potrawę, którą jedliśmy i tak narcystycznie – nas. To był dobry czas z rodziną, dobry czas dla związku, dobry czas odpoczynku i dobry czas podróżnika. Znów sporo się nauczyłam.

Nasze top 7 (z uwagi na 7 spędzonych dni w UK):

  1. lody – absolutny numer jeden, długo pozostaną w pamięci, bo nigdy lepszych nie jedliśmy
  2. Blackpool – miejsce, które zupełnie różni się od typowych angielskich miasteczek, ma swoją nadmorską duszę, tutaj mieliśmy okazję zjeść przepyszne fish&chips, no i tu świętowaliśmy moje urodziny
  3. Manchester - myślę, że wrócę tu jeszcze
  4. Primark – jesteśmy ogromnie zadowoleni z naszych wspólnych zakupów
  5. uśmiech i uprzejmość – po powrocie do Polski stanowczo brakuje mi zwykłych uprzejmości wymienianych w sklepie, czy mijając się w parku, bo czasem zwykłe „Miłego dnia” potrafi wiele zmienić.
  6. wspólnie - wspólnie spęczony czas, wspólne rytuały przedpołudniowej kawy, granie w gry oraz oglądanie filmów
  7. mój prezent urodzinowy <3

6tag_010217-105845 6tag_010217-144349 6tag_030217-091503 6tag_030217-113533 6tag_040217-184806 6tag_050217-182219 6tag_060217-120441 6tag_060217-160828 6tag_040217-101340

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>